W przedsionku

Mdła, świetlista farba krwistymi falami spływała ze ścian niknąc w gęstym lepkim oparze falującym na wysokości kolan, a ze wszystkich stron docierały pulsujące niewyraźne dźwięki, krążące niczym ptaki wokół głowy osobnika stojącego pośród tej scenerii.
Stał i rozglądał się z niedowierzaniem bo z tego co wziął za ściany co chwila wynurzały się i znikały zarysy fragmentów podobnych do ludzkich ciał, natomiast wszechobecne dźwięki poczęły układać się w swoisty kanon powtarzalnych niczym echo jęków, zawodzeń, płaczu i rozdzierających acz mocno stłumionych krzyków tworzących niesamowitą fugę cierpienia. Nie potrafił zlokalizować gdzie się znajduje, żadna forma nie przypominała mu tego co znał, a jedynym jako tako rozpoznawalnym artefaktem był luźno zwieszający mu się z ramion i jednocześnie w niepojęty sposób krępujący ruchy, szlafrok w który był odziany.
Zaczął odczuwać coraz większy niepokój.
W jaki sposób i z jakiego powodu znalazł się nagle w samym centrum niepojętych dla niego zdarzeń, przecież zmierzał właśnie do studia w którym prowadził popularny, mający duże powodzenie, przynosząc kolosalne profity program znany widzom jako "Urządzamy Niebo na Ziemi", a teraz, to na co patrzył w żaden sposób nie wpisywało się w znany mu utarty schemat życia jakie wiódł do tej pory.
Nagle drgnął kierując wzrok w środek pulsującej ściany na której zaczęła formować się jakaś postać, a właściwie dziwna nie do końca ludzka twarz i w jednej chwili poczuł jak oblewa go fala przeraźliwego zimna pomimo tego, że wokół na co wcześniej nie zwrócił uwagi było bardzo gorąco.
- Witaj - zabrzmiało mu w głowie chociaż twarz przed nim nie poruszyła wargami.
Aaaa, a, aaa, ale jak, dlaczego? Zdołał jedynie wydukać przerażony.
Jedyną odpowiedzią był okrutny wypełniający całą przestrzeń śmiech...
Zbychu Argo-lewicz
Ilustr: własna
Stał i rozglądał się z niedowierzaniem bo z tego co wziął za ściany co chwila wynurzały się i znikały zarysy fragmentów podobnych do ludzkich ciał, natomiast wszechobecne dźwięki poczęły układać się w swoisty kanon powtarzalnych niczym echo jęków, zawodzeń, płaczu i rozdzierających acz mocno stłumionych krzyków tworzących niesamowitą fugę cierpienia. Nie potrafił zlokalizować gdzie się znajduje, żadna forma nie przypominała mu tego co znał, a jedynym jako tako rozpoznawalnym artefaktem był luźno zwieszający mu się z ramion i jednocześnie w niepojęty sposób krępujący ruchy, szlafrok w który był odziany.
Zaczął odczuwać coraz większy niepokój.
W jaki sposób i z jakiego powodu znalazł się nagle w samym centrum niepojętych dla niego zdarzeń, przecież zmierzał właśnie do studia w którym prowadził popularny, mający duże powodzenie, przynosząc kolosalne profity program znany widzom jako "Urządzamy Niebo na Ziemi", a teraz, to na co patrzył w żaden sposób nie wpisywało się w znany mu utarty schemat życia jakie wiódł do tej pory.
Nagle drgnął kierując wzrok w środek pulsującej ściany na której zaczęła formować się jakaś postać, a właściwie dziwna nie do końca ludzka twarz i w jednej chwili poczuł jak oblewa go fala przeraźliwego zimna pomimo tego, że wokół na co wcześniej nie zwrócił uwagi było bardzo gorąco.
- Witaj - zabrzmiało mu w głowie chociaż twarz przed nim nie poruszyła wargami.
Aaaa, a, aaa, ale jak, dlaczego? Zdołał jedynie wydukać przerażony.
Jedyną odpowiedzią był okrutny wypełniający całą przestrzeń śmiech...
Zbychu Argo-lewicz
Ilustr: własna













Komentarze 5
Komentarze mogą czytać i dodawać tylko zalogowani użytkownicy.