Bieszczadzkie anioły

Siadają na progach pustych domów.
Z butów strząsają błoto,
długo rozcierają zmarznięte dłonie.
Jeden siedzi pod starą jabłonią,
której dawno nikt nie przycinał.
Jesienią podnosi owoce z trawy
i układa pod płotem.
Drugi spaceruje po połoninach.
Kiedy mgła zabiera ścieżkę,
czeka przy kamieniu,
aż dostrzeżesz następny znak.
Trzeci nie pyta, dlaczego przyjechałam sama.
ani co tak długo noszę ze sobą.
Przy ogniu przesuwają się trochę,
żeby zrobić dla mnie miejsce.
Podają kubek,
trzymając go za gorące ucho.
O świcie zostają po nich
mokre ślady na deskach
i drewno ułożone przy piecu
na jeszcze jeden wieczór.
Kasia Dominik
zdj. Monit
Z butów strząsają błoto,
długo rozcierają zmarznięte dłonie.
Jeden siedzi pod starą jabłonią,
której dawno nikt nie przycinał.
Jesienią podnosi owoce z trawy
i układa pod płotem.
Drugi spaceruje po połoninach.
Kiedy mgła zabiera ścieżkę,
czeka przy kamieniu,
aż dostrzeżesz następny znak.
Trzeci nie pyta, dlaczego przyjechałam sama.
ani co tak długo noszę ze sobą.
Przy ogniu przesuwają się trochę,
żeby zrobić dla mnie miejsce.
Podają kubek,
trzymając go za gorące ucho.
O świcie zostają po nich
mokre ślady na deskach
i drewno ułożone przy piecu
na jeszcze jeden wieczór.
Kasia Dominik
zdj. Monit













Komentarze 9
Komentarze mogą czytać i dodawać tylko zalogowani użytkownicy.